5 podstawowych zalet zdrowej diety przy niedoczynności tarczycy

Na początku chciałabym zaznaczyć, że wszystko co przeczytacie w tym poście jest opisem moich własnych, osobistych doświadczeń, nie jest to potwierdzone naukowo, nie konsultowałam tego z lekarzem, psychologiem czy psychiatrą. Nie chciałabym także nikogo urazić tym wpisem, chcę tylko pokazać, że czasem zbyt łatwo obwiniamy za wszystko niedoczynność tarczycy.

Na niedoczynność tarczycy choruję od 5 roku życia więc mam już trochę doświadczenia w tym temacie. Nie, nie pozjadałam wszystkich rozumów, nie jestem zwolenniczką leczenia się tajemniczymi miksturami i nie uleczę Was na tym blogu. Wiem jednak, że wiele spraw, które kiedyś przypisywałam niedoczynności. Wiele rzeczy, które sobie nią usprawiedliwiałam było bezpodstawne. Zacznijmy od początku…

Niedoczynność tarczycy towarzyszy mi od piątego roku życia

W szkole podstawowej nie byłam chudym dzieckiem, nie miałam jakiejś ogromnej nadwagi, ale na pewno nie należałam do szczypiorków. Sport w mojej rodzinie nie był zajęciem propagowanym- spędzaliśmy z rodzicami aktywnie czas, ale były to raczej spacery niż granie w piłkę. Oczywiście z rówieśnikami bawiłam się na dworze- to były jeszcze te czasy, kiedy dzieci wychodziły na podwórko, ale nie mogę mówić, że byłam wielką miłośniczka biegów przełajowych. Moja mama zauważyła, że szybko się męczę- teraz nie wiem na ile była to wina niedoczynności tarczycy, źle dobranych leków, a ile tego, że byłam nierozruszana.

Dokuczały mi także bóle kolan, które były bardzo silne, tak że czasem wyłam w nocy z bólu. Moja endokrynolog zasugerowała, że jeśli tak bardzo się męczę, to należy mnie zwolnić z ćwiczeń “wysiłkowych” i szybciutko wypisała karteczkę do nauczyciela wychowania fizycznego. Dziś zapytałabym tą mądrą panią, doktor nauk medycznych co rozumie przez ćwiczenia wysiłkowe? Bo przecież nawet noszenie plecaka do szkoły czy wchodzenie po schodach wymaga wysiłku.

Najlepiej pójść na łatwiznę

Jak myślicie co stało się później? Przez kilka tygodni w szkole nauczycielka na lekcji wf mówiła mi jakie ćwiczenia mogę wykonywać, a jakie nie. Po czasie jej się to znudziło, a może nie miała na to czasu, przecież miała na głowie 30 dzieci. Ja zniechęciłam się do ćwiczeń i załatwiłam sobie zwolnienie z zajęć. I tak już było zawsze, grzałam ławę na wf, a kiedy chciałam wrócić to nie miałam trochę odwagi, bo trudno po kilku latach niećwiczenia zmierzyć się z rówieśnikami.

Jeszcze kilka lat temu jak same pewnie wiecie nie było mody na bycie fit, nie było IG i facebook, nikt nie chwalił się pięknym ciałem. Czy przeszkadzało mi to jak wyglądam? Nie, bo znałam wspaniałe metody na szybkie pozbycie się kilogramów. Głodówka, głodówka i jeszcze raz głodówka. W pewnym momencie i ta metoda zaczęła zawodzić, bo organizm przyzwyczaił się do małych racji żywieniowych, a ja byłam tylko człowiekiem i nie wytrzymywałam odmawiania sobie wszystkiego.

Przełom, który był gwoździem do trumny

Pewnego dnia obudziłam się rano i pomyślałam- to jest idealny moment by zacząć dietę cud! Do wakacji zrobię formę życia. Pamiętam, że wtedy bardzo zafiksowałam się, żeby zdobyć figurę modelki, o ile w ogóle jest to możliwe przy 163 cm wzrostu.

Dieta cud, czyli jak głodówka i cola zero wyniszczyły mój organizm

Zapisałam się na siłownie, jadłam mało, dużo pracowałam i naprawdę chudłam. Każdego dnia rano stawałam na wagę, skrupulatnie zapisywałam wynik, później stawałam jeszcze raz w ciągu dnia, a później wieczorem. Kolejnego dnia robiłam to samo, a jeśli przybyło mi kilka gram za karę nie jadłam cały dzień. Moim ulubionym daniem była cola zero, wyobrażacie sobie, że potrafiłam wypić kilka litrów dziennie? Czy byłam wtedy szczęśliwa? Z jednej strony muszę przyznać, że tak, bo każdy zwracał uwagę na moją przemianę.

Wiecie co czuje laska, która zawsze była grubaskiem, kiedy w H&M pasuje na nią rozmiar 36? Ale byłam także cholernie smutna i nieszczęśliwa, każdy wałeczek tłuszczu był dla mnie powodem do niepokoju, każda za mała bluzka w sklepie przyprawiała mnie o ból głowy. Potrafiłam chodzić wkurzona tylko dlatego, że zjadłam kawałek ciasta, a przecież nie wolno mi jeść słodyczy, bo mogę przytyć. Byłam w jakimś chorym amoku, cały czas musiałam się pilnować, miałam obsesje na punkcie swojego ciała. Nikomu nie przyznawałam się, że katuje się tak okropną dietą.

Był to chyba najbardziej chory czas w moim życiu. Nie myślałam o niczym innym, tylko o diecie. Nie chciałam się spotykać ze znajomymi, bo spotkania były okazją do jedzenia, picia kawy z bitą śmietaną. Na spotkaniach raczej piłam alkohol i paliłam papierosy, żeby nie chciało mi się jeść. Później było mi niedobrze i tak w kółko. Nie, nie miałam anoreksji, bo nigdy nie wyglądałam jak anorektyczka, ale trochę się tak czułam i myślę, że gdyby to wszystko w pewnym momencie się nie skończyło mógłby to być początek poważnej choroby.

Dieta przy niedoczynności tarczycy

Z czasem jednak moje życie trochę się zmieniło, przede wszystkim życie prywatne. Zmieniłam otoczenie, zmieniłam pracę. Pamiętam, że tamten okres w moim życiu charakteryzował się okresami euforii, były dni, że mogłam przenosić góry, były takie, kiedy chciałam zostać w domu i płakac cały dzień w poduszkę.

Po roku wróciłam do normalnej wagi, czyli takiej w okolicach 60-65 kg, znów byłam troszkę większa- nie nie powiem, że byłam gruba, ale ja już nie czułam się najlepiej ze sobą. Zaczęły wracać wszystkie te myśli o przejściu na dietę, o tym, że raz mi się udało, to może teraz też spróbuje, szybko zrzucę 10 kg i znów będę szczęśliwa. Swoje porażki, zły nastrój zaczęłam zwalać na tarczycę, hormony, złe wyniki, pewnie podwyższone TSH. Prawda była taka, że moje złe samopoczucie wynikało z tego, że mój organizm był prawdziwym wrakiem. Wyniszczony po akcji z szybkim odchudzaniem znów zaczął ode mnie dostać śmieciowe jedzenie/ Chipsy, cola, tona cukru, fast foody i to wszystko co robiłam sobie przez całe życie. Trochę próbowałam się oszukiwać, że niby nie chodzę już do McDonald’s, ale prawda była taka, że znów wrzucałam w siebie żarcie jak w śmietnik.

5 podstawowych zalet zdrowej diety przy niedoczynności tarczycy

 

O tym jak zaczęła się moja przygoda ze zdrowym odżywianiem pisałam Wam już kiedyś, chciałabym jednak w tym wpisia powiedzieć Wam co dało mi to zdrowe odżywianie i dlaczego też powinniście spróbować i przestawić się.

I. Schudłam. Tak, nie mogę zaprzeczać, że dzięki temu, że odżywiam się zdrowo udało mi się schudnąć. Dziś nie wiem ile to było kilogramów, ile centymetrów itd., bo przez ciąże trochę to wszystko się teraz pozmieniało i trochę przestałam to skrupulatnie sprawdzać.

II. Jestem zdrowa. Przynajmniej mam takie poczucie. Nie odczuwam bólu brzucha, nie narzekam na żadne schorzenia, nie jestem też wychudzona, nie wyglądam nie zdrowo.

III. Pokochałam gotowanie. Kiedyś lubiłam gotować, ale nie był to jakiś priorytet w moim życiu. Teraz zdecydowanie lubię spędzać czas w kuchni i sprawia mi to przyjemność.

IV. Mam większą świadomość tego co jem. Dawniej nie sprawdzałam etykiet, nie znałam składów pokarmów. Mogliby mi nawet wsypać truciznę do chipsów, a ja pewnie zajadałam się nimi i nie miałabym pojęcia z jakiego powodu zginęłam.

V. Uwolniłam się od diet. Wreszcie mogę powiedzieć, że się nie odchudzam i nie jestem na żadnej diecie, Odżywiam się zdrowo i racjonalnie, ale nie jest to żadna czasowa dieta, to styl życia, świadomy wybór, który mam nadzieję zostanie ze mną na zawsze.

Osoby chorujące na niedoczynność tarczycy często mówią, że ich największym problemem jest waga, to że ciężko jest im schudnąć. Ale uwierzcie mi, że każdemu kto jest otyły, waży np. 80 kg przy wzroście 160 cm jest ciężko schudnąć i nie jest to wcale kwestia tarczycy. Nie znam osoby, która schudła powiedzmy 25 kg i powiedziałaby, że początki nie były trudne. Dlatego musicie uderzyć pięścią w stół, musicie to zrobić dla siebie. Nie myślcie o spektakularnych sukcesach, nie wyznaczają sobie niemożliwych celów. Małymi krokami dążyć do lepszej siebie, przede wszystkim zdrowszej siebie. Niższa waga będzie efektem ubocznym.

 

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o