W poszukiwaniu idealnego sushi. Yemsetu na Karłowicach.

[dropcap]J[/dropcap]eśli śledzicie już trochę mojego bloga doskonale wiecie, że jestem uzależniona od sushi. I że we Wrocławiu przy ulicy Odrzańskiej mieści się moja ulubiona susharnia, do której zawsze wracam. Nie znaczy to jednak, że nie szukam jej godnego konkurenta. Kocham ją za smak, ale ma jedną wadę. Mieści się w samym wrocławskim Rynku. Kto jest z Wrocławia, lub chociaż raz był we Wrocławiu i chciał zaparkować w okolicach Rynku wie, że graniczy to z cudem i wymaga stoickiego spokoju. Jarmark, święta i tłumy ludzi w centrum nie zachęcały do wycieczki. Dlatego postanowiliśmy wybrać się do miejsca, gdzie jeszcze nie byliśmy i które nie będzie w sercu miasta. I tak właśnie w weekend trafiliśmy do susharni o pozytywnej nazwie YEMSETU.

YEMSETU to niewielki lokal mieszczący się na wrocławskich Karłowicach. W restauracji pojawiamy się w sobotę późnym popołudniem. Ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że wszystkie stoliki są już zarezerwowane. No tak, ja jak zwykle tego nie przewidziałam i sama nie zrobiłam rezerwacji. Mamy jednak szczęście, kelnerka zaprasza nas do środka.

O początku czuć fajną, luźną atmosferę tego miejsca, która szczególnie może spodobać się młodym Gościom. Załoga żartuje za barem i zagaduje do nas. Menu jest przejrzyste, w formie popularnej ostatnio w restauracjach papierowej podkładki. Ceny jak na susharnie, wydają się również niewygórowane.  

Z racji tego, że na dworze jest bardzo zimno na rozgrzanie zamawiamy zupę Miso z łososiem i tofu (10 zł), a na drugie danie Zestaw numer 2.

Zupa mi bardzo smakowała, chociaż trochę ją dosoliłam. Fajnie, że nie musiałam w niej szukać z lupą łososia. Było go dużo. Marcin trochę marudził na algi, jedzenie ich tą mała łyżeczką faktycznie nie należy do najłatwiejszych. Zupę oceniamy na plus, była fajnym dodatkiem do całości i zaostrzyła mój apetyt.

Yemsetu

Nie skończyliśmy jeść jeszcze naszej przystawki a na stole pojawił się już Zestaw nr 2.

Zazwyczaj kiedy zamawiamy sushi na Odrzańskiej, Pani z przerażeniem w oczach  pyta nas “a Państwo dacie radę to wszystko zjeść?”. Trochę mi wtedy głupio, bo wychodzimy na jakichś obżarciuchów. Tutaj skromnie zdecydowaliśmy się zamówić tylko jeden zestaw, bo nie wiedzieliśmy czego się spodziewać.

Zestaw jest ładnie podany, same kawałki sushi mogłyby być trochę grubsze, ale piszę to tylko z łakomstwa. W naszym zestawie znalazły się kawałki z krewetką, z pieczonym łososiem i tatarem łososia. Oraz nigiri z krewetkami, których ja nie jem, bo trochę przeraża mnie ich wygląd i małe hosomaki.

Zacznijmy od najlepszych, czyli tatara. Na kolejnym miejscu była dla mnie chyba krewetka, a na końcu pieczony łosoś. Hosomaków nie klasyfikuję, bo zazwyczaj nakładam na niedużą ilość wasabi, które uwielbiam i traktuję je trochę jak taką podkładkę pod nie, żeby całkowicie nie wypaliło mi zatok.

To co bym zmieniła, to na pewno zmniejszyłabym ilość sosu, którą polewane jest sushi po wierzchu i kupiłabym mocniejsze wasabi dla takich koneserów jak ja.

Całe sushi bardzo, bardzo nam smakowało. Wydaje mi się, że YEMSETU, ze względu na panującą tu luźną atmosferę, może być świetnym miejscem na pierwszy raz z sushi. Tu na pewno nie poczujecie się skrępowani.

Na kolację dla dwóch osób, wraz z herbatą wydaliśmy 98 zł. Nie przejadłam się i po skończeniu zestawu miałam jeszcze miejsce na mały talerzyk sushi, ale dobrze, że się powstrzymałam. Chwilę po wyjściu czułam się już pełna.

Czy wrócimy? Oczywiście, że tak. I ze względu na jedzenie i oczywiście lokalizację. Wszystkim, którzy szukają idealnego sushi, polecam zajrzeć do tego miejsca i przekonać się na własnych kubkach smakowych, że jest naprawdę dobrze. 

Jak na razie brak ocen

Podobał Ci sie artykuł? Oceń go!

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o